Bloga tego już nie prowadzę z powodu braku miejsca na koncie blogowym.
Zrobiłam wszystko co było możliwe by przedłużyć możlwość pisania, łącznie z płatnym powiększeniem miejsca na blogu. Niestety i ta przestrzeń została juz przezemnie wykorzystana. Wszystkim czytelnikom dziękuję za zainteresowanie, tych którzy mają blogi postaram się odwiedzać. Do zobaczenie gdzieś w wirtualnym świecie, albo na ulicach Hong Kongu
. I pamiętajcie moi drodzy, nie ważne kim jesteście i gdzie mieszkacie, najważniejsze w życiu to....Carpe Diem.![:-] :-]](http://i.wp.pl/a/i/blog/emot/smile23.gif)






W kulturze Japonii lalka nie jest zabawką zarezerwowaną dla dziewczynek. Jest rzeczą związaną głęboko z tradycją, mającą nawet swoje własne świata i festiwale. We współczesnej Japonii lalki jeszcze bardziej niż dawniej staja się przedmiotem zachwytu i fascynacji obojga płci, a także, bardzo często ludzi dorosłych. Lalki kolekcjonerskie, produkowane z założenia nie dla dzieci to żadna nowość. Już od dawna firmy takie jak Matell, Tonner i Fashion Royality produkują lalki, których odbiorcą jest osoba dorosła, majętna i przede wszystkim taka, która nie zamierza się nimi bawić. Jednak w Japonii fascynacja i kolekcjonerstwo lelek przechodzi pojecie przeciętnego Europejczyka.
Pierwszą Super Dollfie (60 cm) z Volks wypuszczono na rynek w 1998 roku (rok później pierwsza Mini Super Dollfie, czyli lalka 40 cm). Dollfie to lalka z żywicy, która ma imitować wygląd porcelany. Kończyny łączone kolistymi stawami, podobna nieco do XIX-wiecznych lalek europejskich. O ile jednak poprzedniczki miały przypominać dzieci, Dollfie mają bardziej dorosły wygląd (choć, oczywiście, nie jest to regułą).
Każda Dollfie składa się z kilku części: głowy, tułowia, ramion, dłoni, nóg, stóp, peruki, oczu. Części ruchome połączone są za pomocą kolistych stawów, zaczepów z metalu w kształcie litery „S" i elastycznego sznurka. Oczy zamocowane są w zależności od lalki - czasami wklejane, innym razem mocowane za pomocą masy plastycznej Eye Putty od środka głowy. Każda lalka ma zazwyczaj własny numer seryjny, umieszczony na potylicy. Oryginalnie, peruki Dollfie nie są w żaden sposób mocowane. Większość osób przylepia jednak swoim lalkom specjalną taśmę (tzw. velcro) do główki a drugi do peruki, aby laleczka nie zgubiła swojej fryzury.
Dzięki systemowi łączenia za pomocą stawów i sznurka praktycznie każda część lalki da się wymienić. Jest to bardzo pomocne, jeśli któraś część się zepsuje lub znudzi (lub jeśli chcemy zmienić naszej lalce tylko głowę zamiast kupowania kolejnego zestawu). System podziału korpusu jest także pomocny przy malowaniu lalki. Do lalek można dokupywać części, których ilość zależy od danej firmy. Każda na pewno ma na składzie wymienne oczy, peruki i rzęsy. Niektóre firmy sprzedają osobno każdą cześć ciała lalki. Volks pozwala dokupywać dłonie i stopy (w przypadku dawnych modeli ze starej żywicy można było „na części" kupić praktycznie całą lalkę. Czasem w trakcie konwentów można także dokupić samo ciało do głów limitowanych, o których później). Każdej lalce można także wielokrotnie zmieniać makijaż, bez obaw o przebarwienie „skóry" (trzeba jednak najpierw użyć preparatu o nazwie Msr. Super Clear - rodzaju bazy pod makijaż - i utrwalacza. Jest to bezbarwny spray modelarski używany także do innych rodzajów lalek i figurek).
Taki system składania lalki zrodził ideę tzw. Full Choice System - FCS. Jest to usługa, w której każdą część lalki wybiera się z katalogu. Pozwala to stworzyć wymarzoną Dollfie lub wybrać części podobne do tych z limitowanych edycji. Proces ten jest bardzo ciekawy i opiszę go dokładniej niedługo.
Wszystkie lalki można na dużą skale przerabiać. Najpopularniejszym zabiegiem jest ścieranie (za pomocą drobnego papieru ściernego) linii łączenia, powstałych w procesie produkcji na żywicy. Wiele osób rozdziela także swoim lalkom palce (standardowo są one w większości firm złączone) przy pomocy nożyka i papieru ściernego. Jeśli ma się lalkę z całkowicie zamkniętymi oczami bardzo często „otwiera" jej się je nieco (trzeba po prostu wyciąć kawałek tworzywa i wypolerować), żeby było widać źrenice. Oczywiście nie można zapomnieć o zmianach makijażu, oczu i włosów, ale to rozumie się samo przez ideę Dollfie.
Popularność, jaka zdobyły Dollfie w tak krótkim czasie jest niesłychana. Dziś praktycznie w każdym państwie na świecie jest przynajmniej jeden kolekcjoner Super Dollfie. Największe skupisko to oczywiście Azja, skąd lalki się wywodzą - szczególnie Japonia i Korea. Drugi co do wielkości rynek to Stany Zjednoczone. Po nich plasuje się Europa. Większość produkcji pochodzi z Korei, kilka z Japonii (w tym największa - Volks) i z USA. Tak jak większość fanów, także zbieracze lalek dollfie mają swoje konwencje. Są to zazwyczaj jedno lub dwudniowe spotkania, połączone z wystawami, panelami dyskusyjnymi, aukcjami, stoiskami i warsztatami. Największym konwentem tego typu są DOLPA (od Doll Party) w Japonii. Spotkania takie organizowane są średnio co cztery miesiące, najczęściej w Tokio, Kioto lub Nagoya. Na to wydarzenie zjeżdżają się fani z całego świata - jest bowiem co oglądać. Każda DOLPA przyciąga średnio 10 tys. osób. Z okazji każdej wydawanych jest kilka limitowanych serii lalek, po które w kolejce trzeba czekać od świto przez ok. 8 godzin. Na DOLPA jest zazwyczaj ok. 300 stoisk z ubrankami, akcesoriami i perukami dla lalek. Z okazji każdej wydawane są także trzy lub cztery lalki OOAK, które następnie są licytowane na aukcji. Średnio, każda z nich zostaje sprzedana za cenę ok. 5 tys. dolarów. Większość fanów przyjeżdża na konwenty ze swoimi lalkami, często - kilkoma.
A jak wyglądają Super Dollfie możecie zobaczyć TUTAJ
Wszystkie informacje pochodzą z bloga www.dollfie.pinger.pl Właścicielce dziękuję za możliwość skopiowania informacji i zamieszczenia u siebie na blogu, a Wam polecam jej blog jeśli chcecie dowiedzieć się więcej na temat lalek Super Dollfie.


Trzymajcie się ciepło.

Wszystkiego Najlepszego z okazji Chińskiego Nowego Roku, rozpoczynamy Rok Krowy
Dekoracje przygotowane naChiński Nowy Rok.....jeszcze niedawno w tym miejscu stała choinka


koperty na lycee, czyli symbliczne kwoty pieniężne wręczane w pierwszy dzień świąt


drzewka mandarynkowe, jeden z nieodłącznych symboli Chińskiego Nowego Roku
czerwone latarnie, kolejny świąteczny symbol
stoiska sklepów zapełnione produktami przygotowanymi z okazji Chińskiego Nowego Roku
Dla zainteresowanych więcej do poczytania TUTAJ
Uzbierało mi się trochę informacji do nowych postów, w skrócie zamieszczę je wszystkie tutaj:
1. Jakiś czas temu pijąc kawkę w Pacific Coffee i przeglądając azjatyckie magazyny natknęłam się na zdjęcia filmów z lat 60ątych, a wśród nich zdjęcia z polskiego filmu "Wszystko na sprzedaż"...ha...piszą o nas także w hongkońskich magazynach

A dziś w internecie czytam:
Przegląd polskich filmów z lat 60. w Hongkongu
"Nóż w wodzie" Romana Polańskiego, "Wszystko na sprzedaż" Andrzeja Wajdy i "Pasażerka" Andrzeja Munka znajdą się w programie organizowanego w Hongkongu przeglądu polskich filmów z lat 60.
Przegląd potrwa od 9 stycznia do 15 lutego. Projekcje będą odbywać się w trzech miejscach - Hong Kong Space Museum, Hong Kong Science Museum i Hong Kong Film Archive.
Oprócz "Noża w wodzie", "Wszystkiego na sprzedaż" i "Pasażerki", publiczność obejrzy m.in. "Faraona" i "Matkę Joannę od Aniołów" Jerzego Kawalerowicza oraz "Barierę" i "Walkower" Jerzego Skolimowskiego.
Przegląd, o nazwie "Polish New Wave Cinema 1960s", będzie wspólnym przedsięwzięciem polskiej Filmoteki Narodowej i Hongkońskiego Centrum Kultury (Hong Kong Cultural Centre). źródło:www.wp.pl
2. Byliśmy na sztuce teatralnej z elementami musicalu pt: "Crazy for her", opowiadającej o życiu słynnej aktorki z HK Pear Cheung. Słynnej w latach 60ątych, 70ątych, stąd w przedstawieniu dominuje muzyka z tamtych lat, moda, zwyczaje. Bardzo fajne przedstawienie choć całe w języku kantońskim...mój mąż w przerwie wszystko tłumaczył, choć i tak wielu rzeczy można było się domyślać w trakcie

plakat promujacy przedstawienie
kwiaty dla aktorów i producentów przedstawienia
Pewnie nigdy nie poszlibyśmy tak na prawdę na przedstawienie w języku kantońskim, raczej jeśli już to w języku angielskim, ale pomysłodawca tego przedstawienia, reżyser Kam Kwok Leung osobiście przyniósł zaprosznie mojemu mężowi do pracy więc nie wypadało nie pójść. Mąż poznał go wcześniej na jakimś spotkaniu, a czasem widywaliśmy go też w restauracji w hotelu Grand Hyatt. Jest to postać bardzo znana w HK, niesamowicie skromny i sympatyczny człowiek pomimo tego że znany i wszędzie rozpoznawany. Jest też uważany za ikonę stylu w HK. Poniżej ja i Kam Kwok Leung.
3. Mój ulubiony napój na "zimowe"
hongkońskie wieczory....
...napój koreański, a są to skórki mandarynek marynowane w miodzie. Nie mam pojęcia jak to się robi, ale namiętnie kupuję to w supermarketach w HK. Zapach jest niesamowity, jakby kandyzowane skórki pomarańczy+mnóstwo słodkiego miodu.
Jedną-dwie łyżki tego "dżemu" zalewamy gorącą wodą, mieszamy i gotowe. Gdybyście trafili na coś takiego w sklepach z serii "Kuchnie świata", albo podczas jakiejś podróży zagranicznej....bardzo polecam.
4. Jestem o rok starsza
.......jako że urodziny były okrągłe (co dziesięć lat tylko taka okazja) to i prezent otrzymałam specjalny. Mój mężulek przeszedł moje wszelkie i najśmiejsze marzenia. Owszem wie że lubię świecidełka i szlachetne kamienie, ale takiego prezentu to się na prawdę nie spodziewałam.........uwaga...........chwalę się
..................szmaragdy w brylantowej oprawie.
...a do tego romantyczna kolacja i pyszny tort
5. Trwają przygotowania do Chińskiego Nowego Roku........


Wczoraj wybraliśmy się do kina na film "Australia" z Nicole Kidman i Hugh Jackmanem. Film mocno skrytykowany.... ma też jednak wielu zwolenników i my po jego obejrzeniu na pewno zaliczamy się do tych drugich.
Historia zaczyna się w 1939 roku, opowiada losy brytyjskiej arystokratki i australijskiego poganiacza bydła. Powiedzieć, że jest to historia miłosna tych dwojga to jednak za mało, bowiem w filmie przewija się wiele innych wątków w które wplątani są główni bohaterowie... i dzięki temu film nie jest nudny.
Gdzieś przeczytałam że film jest jakby połączeniem "Pożegnania z Afryką" i "Przeminęło z wiatrem" i całkowicie się z tym zgadzam. Zarzuca się że film jest przesłodzony, zbyt lukrowany, fabuła oklepana, a sama Nicole sztuczna i plastikowa. Nie mniej ja lubię takie dramaty osadzone w pięknej scenerii, eleganckie kostiumy, to że film zwyczajnie gra na emocjach, porusza i daje do myślenia. Od przedstawiania suchych faktów bez lukrowanej polewy są wg mnie filmy dokumentale.
Moim zdaniem film jakgdyby składa się z dwóch części, pierwsza początkowo z humorem, tochę dramatyczna i magiczna (dzięki niezwykłemu bohaterowi, pół-aborygeńskiemu chłopcu)...druga to typowy melodramat osadzony w czasach II wojny światowej.
Całość tworzy piękną i poruszającą podróż w głąb Australii, jeśli chcecie jej doświadczyć na właśnej skórze koniecznie wybierzcie się do kina.

























Takie stworki pojawiły się w naszym osiedlowym ogrodzie:
ciekawe co to ma być......hmmm........










































wtorek, 9 lutego 2010
Licznik odwiedzin: 198767

"I'm an adventurer, looking for treasure".
Mam na imię Lia. W 2003 roku przyjechałam pierwszy raz do Hong Kongu. Byłam pełna obaw i rozterek, ale jak się szybko okazało pokochałam to miejsce bardziej niż myślałam. Od tamtej pory już tutaj mieszkam.
blog Polki mieszkającej w Hong Kongu 波蘭夫人住在香港的日誌
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: